Wszystko to kwestia przyzwyczajenia
Obudziłam się w dużym, różowym pokoju,
pełnym zabawek. Na środku stało łóżko z wysokim baldachimem i mnóstwem
kolorowych poduszek. Podłogę pokrywała jasna, włochata wykładzina. Przy
drewnianym stoliku bawiły się dwie, małe dziewczynki. Zgodnie układały zamek z
klocków. Jedna z nich niewysoka brunetka to byłam ja. Druga, trochę starsza
blondynka z długimi lokami i ciemnymi oczami to moja siostra Ola. Podeszłam do
nich. Chciałam dowiedzieć się o co chodzi, dlaczego tutaj jestem, ale mnie nie
widziały. Nie mogłam ich ani dotknąć, ani tym bardziej porozmawiać. Do pokoju
weszli rodzice.
- Jak się mają moje skarby?- Uśmiechnął się
tata.
- Fajnie, ale nudzi nam się. Możemy iść do
lasu?- Zapytałam.
- Nie. Słyszałyście przecież o tym, że
ostatnio giną dzieci.
- Ale mamo…
- Koniec dyskusji.
Wszyscy razem zaczęli układać puzzle z
myszką Miki. Trochę to trwało, ale kiedy znowu zostałyśmy same powiedziałam:
- Poszli już. Możemy się wymknąć.
- Gdzie?- Odpowiedziała zaciekawiona Ola.
- No do lasy. Chodź będzie fajnie.
- Nie jestem przekonana, a jeśli…- Nie
zdążyła dokończyć, bo złapałam ją za rękę i wyciągnęłam z pokoju.
Wyszłyśmy na podwórko, a potem otworzyłyśmy
furtkę i pospiesznie pobiegłyśmy pobawić się miedzy drzewami.
- Chodź na tę wielką skarpę.- Zaproponowałam
- Zgoda.
Wzgórze było naprawdę wysokie. Stałyśmy nad
przepaścią, która mierzyła około dziesięciu metrów.
- Skacz!- Krzyknęłam i lekko popchnęłam
siostrę.
Krzyknęła. Miała lęk wysokości. Wtedy często
sobie tak z niej żartowałam.
- Wyluzuj, żartowałam.
- To nie było śmieszne! Wracajmy do domu.-
Tupnęła nogą.
- Nie! Zostajemy tutaj!
- Sama zostań, ja wracam.
- Nie możesz! Nie powtórzy się taka okazja
do ucieczki. Chce się z tobą pobawić.- Pociągnęłam ją w swoja stronę.
- Zostaw mnie!- Wyszarpnęła się.
Wtedy ja stanęłam przed nią i zagrodziłam
drogę.
- Jak wrócisz to wszystko wypaplasz i dostanę
karę.
- Właśnie. Zasłużyłaś na to. Jesteś dziwna,
uparta i głupia. Nic dziwnego, że wszyscy wolą mnie.
- Zamknij się!
- Nie. Jesteś głupia! Jesteś głupia! Jesteś
głupia!.
Zdenerwowana popchnęłam ją. Nie zdawałam
sobie sprawy, że cały czas stoimy nad ogromną dziurą. Zachwiała się. Chciałam
ja złapać, ale wyślizgnęła mi się. Spadła.
Spojrzałam w dół. Leżała tam. Miała
zamknięte oczy, a dookoła głowy dużą
plamę krwi.
- Ola! Ola odezwij się, proszę!- Wołałam ją.
Nie odpowiadała.
Pobiegłam w głąb lasu szukać pomocy, ale
nikogo nie mogłam znaleźć. Załamana i zagubiona wróciłam w miejsce wypadku.
Jeszcze raz spojrzałam na ciało, ale już go tam nie było. Ucieszyłam się.
Myślałam, że odzyskała przytomność i wróciła do domu, jednak kiedy do niego
dotarłam okazało się, że nikt jej nie widział.
Koniec. Znowu nastała ciemność
Otworzyłam oczy. Teraz byłam w przydzielonym
mi pokoju. To był po prostu sen. Sen, który nawiedzał mnie w dzieciństwie.
Wszystko co się w nim działo było prawdą. Miałam wtedy pięć lat, a Ola siedem.
Jej ciała nigdy nie odnaleziono. To właśnie wtedy moi rodzice odsunęli się ode
mnie. Nigdy nie zdołali mi tego wybaczyć. Kiedyś byliśmy normalną rodziną;
chodziliśmy na pikniki, oglądaliśmy razem filmy, jedliśmy wspólne obiady,
przeze mnie to wszystko się skończyło. Kiedy urodziła się moja młodsza siostra
Klara rodzice również ja odtrącili. Nie byli już sobą. Zabronili mi tylko mówić
jej o całym tym zajściu i reszta ich nie obchodziła. Od trzynastu lat zmagam
się z poczuciem winy.
Po wszystkim ja również się zmieniłam. Nie
uśmiechałam się już. Byłam wiecznie nieszczęśliwa i zamknięta w sobie. Czasami
słyszałam jak służba wspominała czasy, w których w naszym domu wszyscy byli
szczęśliwi. Później panowały w nim surowe zasady: nie wolno było się głośno
śmiać, biegać, krzyczeć i opuszczać swoich pokoi bez pozwolenia.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos pukania do
drzwi.
- Idź stąd!- Krzyknęłam, ponieważ byłam
pewna, że to ktoś kogo nie chciałam widzieć. Znałam tu kilka osób i z żadną z
nich nie chciałam teraz rozmawiać.
- Cześć.- Powiedział Pedro, który właśnie
wszedł do środka. Na nim zawiodłam się najbardziej. Wydawało mi się, że mogę mu
zaufać. Tym czasem u szalonego doktorka patrzył spokojnie jak cierpię. Nawet
nie próbował mi pomóc.
- Odejdź! Nie chce z tobą rozmawiać.-
Zakryłam twarz poduszką. Nie chciałam, by widział, że uroniłam kilka łez
podczas snu.
- Nie uniknęłabyś tego. Wiem, bo sam przez
to przechodziłem.- Usiadł na brzegu łóżka.- Uciekałem przez tydzień. Trzy razy
złapali mnie poza terenem. Ty zostałaś przebadana nowoczesnymi metodami. Ja
zostałem wprowadzony do specjalnej komory, gdzie sprawdzali w jak skrajnych
warunkach mogę wytrzymać.
- Na czym dokładnie to polegało?-
Zaciekawiłam się.
- Wprawili mnie w trans. Musiałem pokonywać
najróżniejsze przeszkody by uratować bliską mi osobę, o której tak naprawdę
zdawałem sobie sprawę, że nie żyje, tylko nie chciałem się z tym pogodzić.
- Jaka była najtrudniejsza część.- Powoli
moją złość zaczęło zastępować współczucie. On też stracił kogoś na kim mu
zależało. Jak ja Olę.
- Ostatnia. W niej chcieli sprawdzić czy
potrafię uporać się z traumą. Na moich oczach zginęła osoba dla której to
wszystko zrobiłem. Przede mną leżał ostry nóż. Naukowcy zastanawiali się czy z
moją szybką przemianą wiążą się jakieś dary. Na przykład samokontroli. Okazało
się, że nie. Zawiodłem ich oczekiwania, więc mnie wypuścili i zaczęli szukać
nowego królika doświadczalnego.
To musiało być straszne. Tyle się namęczył
dla osoby, która i tak zginęła. Nie dziwiłam mu się, że chciał się zabić. Sama
kilka razy próbowałam podciąć sobie żyły.
Kiedy rodzice się ode mnie odsunęli poczułam
się jeszcze bardziej winna. Straciłam wtedy wszystkich, których kochałam.
Próbowałam popełnić samobójstwo, ale po dwóch nieudanych próbach, kiedy niania znajdywała
mnie okrwawioną w łazience i wiozła na pogotowie, zrezygnowałam. Pogodziłam się
z faktem, że nigdy już nie będę szczęśliwa. Przestałam nawet przejmować się
tym, że w szpitalu ani razu nikt mnie nie odwiedził. Zastąpiłam rodzinę
przyjaciółmi i wszystko nadal byłoby proste, gdyby nie ten wypadek. Dlaczego to
zawsze ja miałam pod górkę?
- Zaraz, zaraz. Pamiętałeś jak okropne to
były przeżycia, a mimo wszystko namawiałeś mnie, żebym tam poszła?- Odzyskałam
wątek rozmowy.
- Najgorszy jest strach. Prędzej czy później
i tak wzięłabyś w tym udział, a tylko niepotrzebnie wyobrażałabyś sobie coraz
to gorsze scenariusze.
- Jestem realistką. Wolałam wiedzieć co mnie
czeka.
- Trudno. Nie zawsze mamy to czego chcemy.
- Mylisz się. Ja zawsze dostaje to czego chcę.
Nie obchodzi mnie co będę musiała poświęcić, ale dojdę do celu.
- Jesteś strasznie rozpieszczona!-
Uśmiechnął się lekko i zmierzwił mi włosy.
- Zostaw! Rozwalisz mi fryzurę!- Odepchnęłam
go.
Irytował mnie, ale w głębi duszy chciałam,
żeby zbliżył się do mnie jeszcze raz. Pragnęłam znowu poczuć jego jakże ostry,
a za razem delikatny zapach.
- A to by było straszne! Jak ty byś to
wytrzymała?- Droczył się ze mną.
- Nie żartuj!- Szturchnęłam go lekko.
Pedro spojrzał na zegarem i momentalnie
przybrał profesjonalny wyraz twarzy.
- Muszę już iść. Do zobaczenia jutro na
treningu.
- Nie
chcę…
Za późno. Wyszedł, a ja z utęsknieniem zaczęłam wspominać jego
rozbrajający, hiszpański akcent. Bezbłędnie mówił po angielsku, ale
charakterystycznie, wyraźnie wymawiał ’’r’’. Niestety nigdy nawet nie
próbowałam uczyć się hiszpańskiego i gdybyśmy zostali parą raczej nie
dogadałabym się z jego znajomymi i rodziną, jeśli w ogóle utrzymywał z nią
kontakt.
Przecież minęło już dwadzieścia lat od jego
przemiany, więc spokojnie mógł się z nimi spotkać i nie martwić, że zrobi im
krzywdę.
Resztę dnia przesiedziałam samotnie.
Odwiedziła mnie tylko jedna dziewczyna, która przyniosła obiad. Dzięki niej
dowiedziałam się, że muszę coś jeść. Wydawało mi się to dziwne, bo przecież nie
odczuwałam głodu, ani najedzenia.
Następnego ranka obudziło mnie ukłucie. Otworzyłam
oczy i zobaczyłam, że ktoś wstrzykuje mi codzienną dawkę Hiniscytozy.
Przeczytałam w Internecie, że tak poprawnie nazywa się substancja, która
pozwala nam upodobnić się do ludzi. Podał mi ją Pedro.
- Wstawaj! Zaczynamy zajęcia.
- Która godzina?- Rozbudziłam się trochę.
- 5.30.
- Zwariowałeś? Idź się połóż.- Zakryłam się
kołdrą.
Oczywiście ściągnął ją ze mnie. Poirytowana
zwinęłam się w kłębek i próbowałam zasnąć.
- Mam przynieść wiadro zimnej wody?-
Zapytał.
- Rób co chcesz.- Spróbowałam zabrać mu
kołdrę, ale nie puścił.
- Ok.
W końcu wyszedł, a ja powróciłam do
wypoczynku. Aż nagle CHLUS!
Zalała mnie lodowata woda. Nie żartował.
Naprawdę oblał mnie wiadrem wody. Nie możliwe, że wciąż mi się podobał.
Zachowywał się skandalicznie bezczelnie, a mnie to kręciło. Szkoda, że nigdzie
w okolicy nie było psychologa. Może on wybiłby mi to durne zauroczenie z głowy.
-A! Nic dziwnego, że jesteś taki złośliwy
skoro śpisz około pięciu godzin na dobę!- Zaczęłam krzyczeć.
- Ubieraj się. Za dwie minuty po ciebie
wrócę.- Uśmiechnął się i wyszedł.
W pośpiechu założyłam strój sportowy i
spięłam włosy w koński ogon.
Kiedy doszliśmy do sali Pedro zaproponował:
-A może zrobimy lekcję na dworze?
- Nie. Jest zimno i ciemno.- Burknęłam.
Towarzysz przewrócił oczami. Zauważyłam, że
był to jego odruch irytacji.
- Poza tym jest tam mnóstwo insektów.
- Uważaj, bo cię zjedzą.
- Przestań! Nigdzie nie idziemy.
- W zasadzie to zapytałem z grzeczności. Tak
czy tak będzie po mojemu.
Coraz bardziej miałam ochotę mu przywalić.
Niestety to było niemożliwe. W każdej chwili mógł rozłożyć mnie na łopatki.
Ciągle się wywyższał. To było okropne. Zawsze to ja byłam najlepsza i
najważniejsza. Miałam władzę. Ta bezradność, w której się znajdowałam dobijała
mnie.
Zaczęliśmy od prostych ćwiczeń na
rozciągnięcie mięśni. Z nimi poradziłam sobie bez problemu, ponieważ miałam
doświadczenie. Wcześniej dwa razy w tygodniu uczęszczałam na zajęcia jogi.
Problem pojawił się, gdy miałam przebiec dwa okrążenia wokół budynku. Były to
około dwa kilometry. Po dwustu metrach zatrzymałam się.
- Już nie mogę.
Zaczęłam iść w stronę wejścia do budynku.
- Co ty robisz?- Zapytał.
- Wracam do pokoju.
- Nie ma mowy. Jesteśmy w trakcie treningu.
- Może ty. Dla mnie to już koniec, zmęczyłam
się. Jeśli zostanę tu dłużej spocę się.
- I co z tego?
- To, że nie jestem chłopczycą! Nie
przemęczam się.
Ponownie ruszyłam w stronę drzwi, ale Pedro
zagrodził mi drogę.
- Zostajesz.- Skrzyżował ręce na piersi.
Spróbowałam go wyminąć, ale uniemożliwił mi
to łapiąc mnie za ramiona.
- Dokończ ćwiczenie. Potem porozmawiamy.
Parsknęłam. Próbowałam go odepchnąć, ale
wykręcił mi rękę i tym samym obezwładnił. Szarpałam się, ale na nic się to
zdało.
- Dokończysz ćwiczenie?- Szepnął mi do ucha.
Widząc moją niepewność mocniej przycisnął
mnie do ściany.
- Tak.- Wymamrotałam niechętnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz