wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 12

Coś jest nie tak 

Trening z Rexem był okropny! Przebiegłam około pięćdziesięciu kilometrów, zrobiłam sześćset brzuszków, przysiadów oraz pompek i jeszcze przez dobre dwie godziny próbowałam zadać mu chociaż najmniejszy cios (zgodnie z jego poleceniem). Okazało się to niemożliwe. Cały czas robił doskonałe uniki od czasu do czasu popychając mnie lekko, żeby wzbudzić mój gniew. Nigdy więcej.
Wyczerpana wróciłam do pokoju i szybko zasnęłam. Nawet nie zmieniłam ubrań.

Następnego ranka obudziłam się wyjątkowo wcześnie. Zegar nie wskazywał jeszcze dziewiątej. Podeszłam do lustra i głośno krzyknęłam. Wyglądałam fatalnie. Moje niegdyś duże, roześmiane oczy były teraz zmęczone i podkrążone. Pełne, mocno czerwone usta były spierzchnięte i sine, Niegdyś pucate policzki były teraz wklęsłe. Postanowiłam, że dzisiaj cały dzień poświęcę swojej twarzy. Musiałam jej jakoś zrekompensować ostatni czas. Kiedy otworzyłam kosmetyczkę z przykrością stwierdziłam, że mam za pało podkładu. Zużyłam ostatnią część, pomalowałam usta, oczy i rzęsy, po czym niestety zauważyłam, że dalej widać iż jestem blada i mam ogromne cienie pod oczami. Niechętnie wyszłam z łazienki i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Uświadomiłam sobie, że muszę pożyczyć od Carly. Teraz żałowałam, że nie dałam jej dokończyć, w którym mieszka pokoju.
Zaczęłam błądzić po korytarzu. Wymijamy mnie dziesiątki ludzi, jak nie setki. Krążyłam po piętrach bez większych ambicji. Nie wiem na co liczyłam, że przez przypadek na siebie wpadniemy? Żałosne.
-Hej! Wiesz może gdzie mieszka Carly?- Zaczepiłam ciemnowłosą dziewczynę około dwudziestki, która właśnie obok mnie przechodziła.
-Która? Wiesz ile ich tu jest?- Wycedziła przez zęby z lekką pogardą.
Już miałam ochotę jej przywalić.
-Nie wiem jak się nazywa. Wysoka  blondynka, długie włosy…- Bezskutecznie próbowałam ją opisać.
-Hmmm… Nie, to mi nic nie mówi.- Uśmiechnęła się sztucznie i ruszyła przed siebie.
Ta dziewczyna przypominała mi mnie. Była tak samo arogancka i pewna siebie, dlatego pomyślałam, że musi mieć takie samo zdanie o ludziach.
- Ta dziwna! Zakręcona, chyba szuka przyjaciół.- Krzyknęłam za nią w przekonaniu, że postrzega ją tak samo jak ja.
Zatrzymała się
-Acha, trzeba tak było od razu.- Obróciła się na pięcie w moją stronę- Jej pokój jest na końcu korytarza. To chyba 405.
Zaczęłam  kierować się w stronę określonego miejsca, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Moim oczom ponownie ukazał się portret dwudziestolatki.
- Po co chcesz się z nią spotkać?- Zapytała.
-To nie twoja sprawa.- Burknęłam i wyrwałam się jej.
- Nic mnie nie obchodzisz, ale kiedyś zaczęłam się z nią przyjaźnić i dziwnie się to skończyło. Radzę ci uważać.- Spojrzała mi prosto w oczy.
- Dam sobie radę.- Powiedziałam i poszłam dalej. Nie odwracałam się już
Kiedy doszłam pod pokój bez pukania otworzyłam drzwi. Byłam do tego przyzwyczajona. Gdy ktoś wchodził do mnie musiał zapukać. Taki był jego obowiązek. Nawet nie wiem co bym zrobiła, gdyby ta zasada została złamana. Nigdy się z tym nie spotkałam. Ale mimo świadomości ile irytacje to by mi sprawiło nigdy nie pukałam. Byłam na to zbyt dumna. Czułam, że wolno mi więcej niż biednym ludziom. Z resztą od zawsze się o tym przekonywałam.
Drzwi otworzyła Carly. Na mój widok szeroko się uśmiechnęła.
-Jak miło cię widzieć!- Krzyknęła i przytuliła mnie.
Stałyśmy w uścisku za długo, więc złapałam ją za ramiona i odsunęłam od siebie.
-Co cię do mnie sprowadza? Nie to, żebym się nie cieszyła twoim przyjściem lub chciała się ciebie szybko pozbyć. Jest wręcz przeciwnie, ale jestem ciekawa, bo wydawało mi się, że mnie nie polubiłaś. Wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy, bo ja cię polubiłam, ale byłaś niedostępna i myślałam, jak ci pokazać, że jestem fajna, a ty tu nagle przyszłaś i nie wiem co powiedzieć. Nie chcę cię zanudzić, żebyś sobie nie poszła. Tylko chcę mieć przyjaciółkę i ty się nadajesz. Nie wiem czemu, ale tak mówi moja wewnętrzna intuicja, a jest naprawdę niezawodna. Mam ją po mamie. No właśnie! Moja mama. Wiesz co się jej stało? Opowiem ci. Był ciepły, wiosenny ranek, który zapowiadał się całkiem zwyczajnie, kiedy do naszego domu…- Zaczęła bełkotać.
-Oh, zamknij się!- Przerwałam jej. Zamilkła jak zaczarowana.- Przyszłam tylko pożyczyć jasny podkład do twarzy. Skończył mi się i nie mogłam dokończyć makijażu.
Dziewczyna spuściła głowę w dół.
-Acha, jasne. Mam, poczekaj chwilkę.- Powiedziała smutno i poszła do łazienki.
W tym czasie rozejrzałam się dokładnie po jej pokoju. Wyglądał dokładnie jak mój. Ściany, drzwi, łóżku, biurko, no właśnie biurko. Zauważyłam, że stoi na nim ramka ze zdjęciem. Widać, że zdjęcie wiele przeszło. Było lekko podpalone na rogu, wygniecione, wyblakłe i trochę podarte. Przedstawiało Carly i jakiegoś chłopca. Kilku letniego, szeroko uśmiechniętego szatyna. Wyglądali na bardzo szczęśliwych.
-To mój brat- Usłyszałam głos za plecami.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej i podała niebieską tubkę.
-Dzięki- Wzięłam przedmiot i otworzyłam drzwi, kiedy usłyszałam:
- Może jeszcze wpadniesz?
Zamyśliłam się na chwilę.
-Może- Odpowiedziałam i wyszłam

Po powrocie do pokoju odetchnęłam z ulgą, że udało mi się wrócić tak szybko. Już miałam zamiar udać się dokończyć makijaż, kiedy zobaczyłam Rexa. Siedział wygodnie rozłożony na moim fotelu.
-A już myślałem, że nie przyjdziesz- Powiedział.
Przewróciłam oczami. Czy naprawdę nie miałam szans na chwilę samotności. Udając, że go nie zauważam poszłam do łazienki i zaczęłam nakładać podkład.
Usłyszałam kroki już miałam nadzieje, że sobie pójdzie, ale co to to nie. Chwilę później pojawił się tuż obok mnie (jaka szkoda, że nie zamknęłam drzwi). Oparł się o ścianę i popatrzył na mnie z góry.
- Godzinę temu miałaś zacząć ćwiczenia.
-Widocznie zapomniałam- Uśmiechnęłam się złośliwie.
- To następnym razem pamiętaj.- Warknął i już miał zamiar wyjść, kiedy krzyknęłam:
-Bo co? Nie ty tu rządzisz.
Zatrzymał się i ponownie spojrzał na mnie.
- Może nie rządzę tą jednostką…
-W przeciwieństwie do Pedro- Przerwałam mu.
Zirytował się i zacisnął pięści.
-Ale rządzę tobą. Tak się składa, że jestem wyżej usytuowany niż ty.- Dokończył.
Parsknęłam śmiechem. Zakręciłam i odłożyłam tubkę z podkładem i podeszłam do Rexa tak blisko, że gdyby był mojego wzrostu pewnie stykalibyśmy się nosami. Czułam się przy nim taka mała. Ledwo sięgałam mu do ramienia, ale to pewnie dlatego, że miałam buty z wysoką podeszwą.
- Możesz mi skoczyć- Szepnęłam.
Teraz to on się roześmiał. Nachylił się nade mną.
-Kotku, nie wiesz do czego jestem zdolny- Powiedział.
-Czyżby?- Uniosłam brew z niedowierzaniem, ale nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Mężczyzna złapał mnie w talii i przyrzucił rzez ramię. Zaczęłam się szarpać i walić pięściami w jego plecy, niestety nie pomogło. Nawet nie wiem czy to poczuł Zaczęłam się martwić, że jest robotem.
-Nienawidzę cię!- Krzyknęłam, kiedy szliśmy korytarzem, a wszystkie spojrzenia były zwrócone na mnie. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Traktował mnie jak małe dziecko!
Po kilku minutach weszliśmy do dużego, białego pomieszczeniu, w którym na środku znajdował się wielki basen. Podeszliśmy na sam jego skraj. Nie trudno było się domyślić co kombinował.
-Nie, nie, nie, nie, nie! W tej chwili mnie…- Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ zanurzyłam się pod wodę. Mój jakże głupi towarzysz właśnie wskoczył do basenu. Oczywiście nadal mnie trzymając. Wynurzyłam głowę na powierzchnię i zaczęłam płynąć w stronę drabinki, kiedy coś pociągnęło mnie do tyłu: Rex. Przyciągnął mnie do siebie i szepnął:
- Może popływamy jutro?
Odepchnęłam go od siebie i wyszłam z wody.
- Poczekaj! Sam się tu zanudzę!- Krzyknął za mną na co ujrzał mój środkowy palec.
-Kretyn- Powiedziałam.
Podeszłam do drzwi, kiedy poczułam mocne ukłucie w brzuchu. Zgięłam się w pół. Miałam nadzieję, że jak chwilę poczekam to mi przejdzie, ale niestety cierpiałam coraz bardziej. Opadłam na ziemię i zaczęła krzyczeć. Czułam jakby mnie rozrywało od środka, jakbym połknęła całe pudełku proszku do prania. Poczułam rękę na plecach, ktoś coś do mnie mówił, ale nie słyszałam. Nawet nie wiedziałam kto to. Obraz mi się zamazał. Kiedy tak krzyczałam i krzyczałam zaczęło dotykać mnie coraz więcej ludzi. Musiał się tutaj uzbierać niezły tłum i wtedy sobie przypomniałam: Heniscytoza. Nie wzięłam odpowiedniej dawki. Co ja zrobiłam?! Ale zaraz. Przecież nie powinnam teraz odczuwać bólu. Powinnam stawać się bezuczuciowym potworem. Coś jest nie tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz