Coś jest nie tak
Trening z Rexem był okropny! Przebiegłam około
pięćdziesięciu kilometrów, zrobiłam sześćset brzuszków, przysiadów oraz pompek
i jeszcze przez dobre dwie godziny próbowałam zadać mu chociaż najmniejszy cios
(zgodnie z jego poleceniem). Okazało się to niemożliwe. Cały czas robił
doskonałe uniki od czasu do czasu popychając mnie lekko, żeby wzbudzić mój
gniew. Nigdy więcej.
Wyczerpana wróciłam do pokoju i szybko zasnęłam.
Nawet nie zmieniłam ubrań.
Następnego ranka obudziłam się wyjątkowo
wcześnie. Zegar nie wskazywał jeszcze dziewiątej. Podeszłam do lustra i głośno
krzyknęłam. Wyglądałam fatalnie. Moje niegdyś duże, roześmiane oczy były teraz
zmęczone i podkrążone. Pełne, mocno czerwone usta były spierzchnięte i sine,
Niegdyś pucate policzki były teraz wklęsłe. Postanowiłam, że dzisiaj cały dzień
poświęcę swojej twarzy. Musiałam jej jakoś zrekompensować ostatni czas. Kiedy
otworzyłam kosmetyczkę z przykrością stwierdziłam, że mam za pało podkładu.
Zużyłam ostatnią część, pomalowałam usta, oczy i rzęsy, po czym niestety zauważyłam,
że dalej widać iż jestem blada i mam ogromne cienie pod oczami. Niechętnie wyszłam
z łazienki i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Uświadomiłam sobie, że muszę
pożyczyć od Carly. Teraz żałowałam, że nie dałam jej dokończyć, w którym
mieszka pokoju.
Zaczęłam błądzić po korytarzu. Wymijamy mnie
dziesiątki ludzi, jak nie setki. Krążyłam po piętrach bez większych ambicji.
Nie wiem na co liczyłam, że przez przypadek na siebie wpadniemy? Żałosne.
-Hej! Wiesz może gdzie mieszka Carly?-
Zaczepiłam ciemnowłosą dziewczynę około dwudziestki, która właśnie obok mnie
przechodziła.
-Która? Wiesz ile ich tu jest?- Wycedziła
przez zęby z lekką pogardą.
Już miałam ochotę jej przywalić.
-Nie wiem jak się nazywa. Wysoka blondynka, długie włosy…- Bezskutecznie próbowałam
ją opisać.
-Hmmm… Nie, to mi nic nie mówi.- Uśmiechnęła
się sztucznie i ruszyła przed siebie.
Ta dziewczyna przypominała mi mnie. Była tak
samo arogancka i pewna siebie, dlatego pomyślałam, że musi mieć takie samo
zdanie o ludziach.
- Ta dziwna! Zakręcona, chyba szuka
przyjaciół.- Krzyknęłam za nią w przekonaniu, że postrzega ją tak samo jak ja.
Zatrzymała się
-Acha, trzeba tak było od razu.- Obróciła
się na pięcie w moją stronę- Jej pokój jest na końcu korytarza. To chyba 405.
Zaczęłam kierować się w stronę określonego miejsca,
kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Moim oczom ponownie ukazał się portret dwudziestolatki.
- Po co chcesz się z nią spotkać?- Zapytała.
-To nie twoja sprawa.- Burknęłam i wyrwałam
się jej.
- Nic mnie nie obchodzisz, ale kiedyś
zaczęłam się z nią przyjaźnić i dziwnie się to skończyło. Radzę ci uważać.-
Spojrzała mi prosto w oczy.
- Dam sobie radę.- Powiedziałam i poszłam
dalej. Nie odwracałam się już
Kiedy doszłam pod pokój bez pukania otworzyłam
drzwi. Byłam do tego przyzwyczajona. Gdy ktoś wchodził do mnie musiał zapukać.
Taki był jego obowiązek. Nawet nie wiem co bym zrobiła, gdyby ta zasada została
złamana. Nigdy się z tym nie spotkałam. Ale mimo świadomości ile irytacje to by
mi sprawiło nigdy nie pukałam. Byłam na to zbyt dumna. Czułam, że wolno mi
więcej niż biednym ludziom. Z resztą od zawsze się o tym przekonywałam.
Drzwi otworzyła Carly. Na mój widok szeroko
się uśmiechnęła.
-Jak miło cię widzieć!- Krzyknęła i
przytuliła mnie.
Stałyśmy w uścisku za długo, więc złapałam
ją za ramiona i odsunęłam od siebie.
-Co cię do mnie sprowadza? Nie to, żebym się
nie cieszyła twoim przyjściem lub chciała się ciebie szybko pozbyć. Jest wręcz
przeciwnie, ale jestem ciekawa, bo wydawało mi się, że mnie nie polubiłaś.
Wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy, bo ja cię polubiłam, ale byłaś niedostępna i
myślałam, jak ci pokazać, że jestem fajna, a ty tu nagle przyszłaś i nie wiem
co powiedzieć. Nie chcę cię zanudzić, żebyś sobie nie poszła. Tylko chcę mieć
przyjaciółkę i ty się nadajesz. Nie wiem czemu, ale tak mówi moja wewnętrzna
intuicja, a jest naprawdę niezawodna. Mam ją po mamie. No właśnie! Moja mama.
Wiesz co się jej stało? Opowiem ci. Był ciepły, wiosenny ranek, który
zapowiadał się całkiem zwyczajnie, kiedy do naszego domu…- Zaczęła bełkotać.
-Oh, zamknij się!- Przerwałam jej. Zamilkła
jak zaczarowana.- Przyszłam tylko pożyczyć jasny podkład do twarzy. Skończył mi
się i nie mogłam dokończyć makijażu.
Dziewczyna spuściła głowę w dół.
-Acha, jasne. Mam, poczekaj chwilkę.-
Powiedziała smutno i poszła do łazienki.
W tym czasie rozejrzałam się dokładnie po
jej pokoju. Wyglądał dokładnie jak mój. Ściany, drzwi, łóżku, biurko, no
właśnie biurko. Zauważyłam, że stoi na nim ramka ze zdjęciem. Widać, że zdjęcie
wiele przeszło. Było lekko podpalone na rogu, wygniecione, wyblakłe i trochę
podarte. Przedstawiało Carly i jakiegoś chłopca. Kilku letniego, szeroko
uśmiechniętego szatyna. Wyglądali na bardzo szczęśliwych.
-To mój brat- Usłyszałam głos za plecami.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej i podała niebieską
tubkę.
-Dzięki- Wzięłam przedmiot i otworzyłam
drzwi, kiedy usłyszałam:
- Może jeszcze wpadniesz?
Zamyśliłam się na chwilę.
-Może- Odpowiedziałam i wyszłam
Po powrocie do pokoju odetchnęłam z ulgą, że
udało mi się wrócić tak szybko. Już miałam zamiar udać się dokończyć makijaż,
kiedy zobaczyłam Rexa. Siedział wygodnie rozłożony na moim fotelu.
-A już myślałem, że nie przyjdziesz-
Powiedział.
Przewróciłam oczami. Czy naprawdę nie miałam
szans na chwilę samotności. Udając, że go nie zauważam poszłam do łazienki i
zaczęłam nakładać podkład.
Usłyszałam kroki już miałam nadzieje, że
sobie pójdzie, ale co to to nie. Chwilę później pojawił się tuż obok mnie (jaka
szkoda, że nie zamknęłam drzwi). Oparł się o ścianę i popatrzył na mnie z góry.
- Godzinę temu miałaś zacząć ćwiczenia.
-Widocznie zapomniałam- Uśmiechnęłam się
złośliwie.
- To następnym razem pamiętaj.- Warknął i
już miał zamiar wyjść, kiedy krzyknęłam:
-Bo co? Nie ty tu rządzisz.
Zatrzymał się i ponownie spojrzał na mnie.
- Może nie rządzę tą jednostką…
-W przeciwieństwie do Pedro- Przerwałam mu.
Zirytował się i zacisnął pięści.
-Ale rządzę tobą. Tak się składa, że jestem
wyżej usytuowany niż ty.- Dokończył.
Parsknęłam śmiechem. Zakręciłam i odłożyłam
tubkę z podkładem i podeszłam do Rexa tak blisko, że gdyby był mojego wzrostu
pewnie stykalibyśmy się nosami. Czułam się przy nim taka mała. Ledwo sięgałam
mu do ramienia, ale to pewnie dlatego, że miałam buty z wysoką podeszwą.
- Możesz mi skoczyć- Szepnęłam.
Teraz to on się roześmiał. Nachylił się nade
mną.
-Kotku, nie wiesz do czego jestem zdolny-
Powiedział.
-Czyżby?- Uniosłam brew z niedowierzaniem,
ale nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Mężczyzna złapał mnie w talii i
przyrzucił rzez ramię. Zaczęłam się szarpać i walić pięściami w jego plecy,
niestety nie pomogło. Nawet nie wiem czy to poczuł Zaczęłam się martwić, że
jest robotem.
-Nienawidzę cię!- Krzyknęłam, kiedy szliśmy
korytarzem, a wszystkie spojrzenia były zwrócone na mnie. Myślałam, że spalę
się ze wstydu. Traktował mnie jak małe dziecko!
Po kilku minutach weszliśmy do dużego,
białego pomieszczeniu, w którym na środku znajdował się wielki basen. Podeszliśmy
na sam jego skraj. Nie trudno było się domyślić co kombinował.
-Nie, nie, nie, nie, nie! W tej chwili mnie…-
Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ zanurzyłam się pod wodę. Mój jakże głupi
towarzysz właśnie wskoczył do basenu. Oczywiście nadal mnie trzymając.
Wynurzyłam głowę na powierzchnię i zaczęłam płynąć w stronę drabinki, kiedy coś
pociągnęło mnie do tyłu: Rex. Przyciągnął mnie do siebie i szepnął:
- Może popływamy jutro?
Odepchnęłam go od siebie i wyszłam z wody.
- Poczekaj! Sam się tu zanudzę!- Krzyknął za
mną na co ujrzał mój środkowy palec.
-Kretyn- Powiedziałam.
Podeszłam do drzwi, kiedy poczułam mocne
ukłucie w brzuchu. Zgięłam się w pół. Miałam nadzieję, że jak chwilę poczekam
to mi przejdzie, ale niestety cierpiałam coraz bardziej. Opadłam na ziemię i
zaczęła krzyczeć. Czułam jakby mnie rozrywało od środka, jakbym połknęła całe
pudełku proszku do prania. Poczułam rękę na plecach, ktoś coś do mnie mówił,
ale nie słyszałam. Nawet nie wiedziałam kto to. Obraz mi się zamazał. Kiedy tak
krzyczałam i krzyczałam zaczęło dotykać mnie coraz więcej ludzi. Musiał się
tutaj uzbierać niezły tłum i wtedy sobie przypomniałam: Heniscytoza. Nie wzięłam
odpowiedniej dawki. Co ja zrobiłam?! Ale zaraz. Przecież nie powinnam teraz
odczuwać bólu. Powinnam stawać się bezuczuciowym potworem. Coś jest nie tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz