Naszą rozmowę przerwał mężczyzna w białym
fartuchu, który stał na korytarzu. Miał około pięćdziesiątki. Jego głowę pokrywały
siwe włosy, a oczy zakrywały duże czarne okulary.
- Wspaniale, że już jesteście! Wejdź proszę.
Przeszłam przez próg, ale kiedy Pedro chciał
zrobić to samo doktor go zatrzymał i zamknął drzwi.
- Witaj moja droga! Nazywam się Felix
Vinterdows.
W gabinecie było mnóstwo strzykawek i fiolek
z różnymi kolorowymi substancjami.
-Usiądź, chciałbym ci zrobić kilka badań.
Wskazał ręką skórzany fotel.
- Ile to będzie trwało?
- Dokładnie nie mogę powiedzieć. Około
miesiąca. Codziennie punkt siedemnasta.
Zaczęłam
wzdychać. Nie miałam ochoty tu przychodzić nie znosiłam takich miejsc.
Wszędzie dookoła pełno różnych sprzętów lekarskich.
- Poczujesz lekkie ukłucie.- Zbliżył mi do
ręki grubą igłę.
- Co pan robi?! Wszyscy tutaj myślą, że mogą
mnie kłuć do woli. Otóż nie. Żadnych więcej igieł, strzykawek , mieczy,
pistoletów, niczego co może mi zrobić krzywdę.
- Igła nic ci nie zrobi. Dopiero za chwilę
poczujesz prawdziwy ból.
- Tym bardziej n i e!
Felix zlekceważył mnie i wbił się głęboko w
żyłę.
Bardzo mnie to zdenerwowało. Czy nikt tutaj
nie mógł mnie traktować z należytym szacunkiem?
Wymierzyłam mu cios pięścią w nos. Polała się
krew. Nie sądziłam, że tak mocno to zrobię w końcu nie miałam wprawy, ale
odczułam satysfakcję. Korzystając z sytuacji pospiesznie wybiegłam na korytarz.
Ucieszyłam się, że nie zdążył mi czegoś wstrzyknąć. Tylko przebił skórę.
Przed wejściem czekał Pedro Widząc jaka
jestem roztrzęsiona zapytał:
- Co jest?
Nie odpowiedziałam. Chciałam już tylko
wrócić do pokoju. Tam położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Tęskniłam za
dawnym luksusem, kiedy to ja mogłam się wyżywać na innych. Wtedy nikt nie
traktował mnie jak królika doświadczalnego. Co z tego, że nie widywałam swoich
rodziców? Wolałam siedzieć sama niż z psychopatami, którzy tylko patrzyli jak
sprawić mi ból.
Do pokoju wszedł rudowłosy mężczyzna, który
już wcześniej zaprowadził mnie do sali treningowej.
- Czego chcesz?- Zapytałam.
- Jestem Ben. Możesz mi wyjaśnić co tam się
dokładnie stało?- Usiadł na łóżku, tuż obok mnie.
- A jak myślisz? Chciał mnie pokłuć.
- I to było takie straszne?
- Tak! Nie mogę sobie pozwolić na siniaki,
nie jestem chłopczycą.
- Muszą cię zbadać. Może się okazać, że masz
w sercu jakieś genitalia, które mogą doprowadzić cię do śmierci.
- O niczym innym nie marzę.- Powiedziałam
prawdę. W tej chwili śmierć była moim jedynym, dobrym rozwiązaniem.
- Proszę cię.- Spojrzał na mnie błagalnym
wzrokiem.
- Nie, idź stąd.- Zakryłam się kołdrą.
- Nie chciałem tego robić, ale widzę, że
inaczej się nie da.- Ściągnął ze mnie kołdrę. Odsunęłam się, ale on podszedł do
mnie i złapał mocno za ręce, potem siłą wyprowadził z pokoju. Zaczęłam krzyczeć
i się szarpać, wtedy podbiegli do mnie kolejni mężczyźni i powtórnie zaczęli
prowadzić do szalonego doktora.
Po drodze napotkaliśmy Pedra.
- Co wy robicie?!- Zapytał.
- Wykonujemy polecenie Felixa.- Odpowiedział
Ben.
- Puśćcie ją.
-Ale, ona…
- Teraz!
Moi napastnicy odeszli.
- Nie pójdę tam!- Zaprotestowałam.
- Powinnaś. Doktor nie należy do ludzi,
którzy łatwo ustępują. Przyjdą po ciebie w nocy lub nad ranem. Nie unikniesz
tego Meliso.
Pierwszy raz wypowiedział moje imię. To było
takie podniecające. Chciałam słyszeć jego głos ciągle. Żaden inny chłopak nigdy
mi się tak nie podobał. Poza tym dawniej wystarczyło jedno moje spojrzenie i
każdy był mój, a z nim nic. Podobał mi się i nie był mój. To jeszcze bardziej
mnie do niego przyciągało.
- On jest człowiekiem?- Wyrwałam się z
zamyślenia i wróciłam do tematu.
- Tak.
- Przecież ty tu rządzisz, nie możesz mu
zabronić pastwienia się nade mną?
- To nie takie proste. On nie podlega naszej
strefie. Przyjeżdża do różnych koloni i robi badania na kim tylko mu się
podoba. Jest geniuszem i może kiedyś zdoła wynaleźć coś co przyśpieszy
transformacje lub na stałe przywróci nam ludzki wygląd.
- Nie chcę tam iść. Może to głupio zabrzmi,
ale boję się igieł. Na dodatek on mówił, że naprawdę będzie mnie to bolało.
Nie wiem dlaczego się przed nim otworzyłam.
Przecież znałam go tylko jeden dzień, ale miałam wrażenie, że możemy
porozmawiać o wszystkim.
- Pójdę tam z tobą. Dopilnuję, żeby przyjął
cię jak najlepiej.- Wyciągnął w moją stronę rękę. Nie przemyślałam tego trochę
i złapałam ją. Normalnie nigdy nie zgodziłabym się na taki układ, ale nie
mogłam mu się oprzeć.
Weszliśmy do gabinetu.
- O! Przyszłaś ponownie, ale miał cię
przyprowadzić Ben.- Powiedział Vinterdows, kiedy mnie zobaczył. Na nosie
przyklejony miał duży plaster, ale widać było opuchliznę i siny ślad.
- Mała zmiana planów.- Uśmiechnął się Pedro.
Ponownie usiadłam na fotelu i zacisnęłam
zęby. Towarzysz widząc moje zdenerwowanie dodał:
- Wyluzuj. To tylko ukłucie.
Poczułam ból, gruba igła weszła mi pod
skórę. Dostrzegłam też, że wstrzyknięto mi tajemniczy niebieski płyn. Napłynęła
fala gorąca. Zaczęłam się dusić. Nie mogłam oddychać. Czułam jakby palono mnie
żywcem. Błagałam, żeby przestali, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Całe
życie przeleciało mi przed oczami. Widziałam jak bardzo nie doceniałam tego co
miałam. Myślałam, że to koniec, że umieram. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, że
tak naprawdę chce żyć i poznać wszystkie zakamarki mojego nowego, mrocznego
świata.
- Wystarczy.- Powiedział w końcu mężczyzna,
który namówił mnie na przyjście tutaj.
Ból ustał. Mogłam normalnie funkcjonować.
Wstałam, chciałam uciekać, ale ktoś przydusił mnie ponownie i przywiązał
grubymi pasami. Nie mogłam dostrzec kto to był, miałam jeszcze zamazany obraz.
Kolejne ukłucie, teraz napłynęła fala zimna.
Zaczęłam kaszleć, zamarzałam. Czułam, jak każdą część mojego ciała przeszywa
lód. Nie mogłam wytrzymać. Cała się trzęsłam, nie miałam nawet siły krzyczeć.
Wcześniejszy test był okropny, ale przy tym
było gorzej; nie miałam już energii. Osłabiona zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz