niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 5

Naszą rozmowę przerwał mężczyzna w białym fartuchu, który stał na korytarzu. Miał około pięćdziesiątki. Jego głowę pokrywały siwe włosy, a oczy zakrywały duże czarne okulary.
- Wspaniale, że już jesteście! Wejdź proszę.
Przeszłam przez próg, ale kiedy Pedro chciał zrobić to samo doktor go zatrzymał i zamknął drzwi.
- Witaj moja droga! Nazywam się Felix Vinterdows.
W gabinecie było mnóstwo strzykawek i fiolek z różnymi kolorowymi substancjami.
-Usiądź, chciałbym ci zrobić kilka badań.
Wskazał ręką skórzany fotel.
- Ile to będzie trwało?
- Dokładnie nie mogę powiedzieć. Około miesiąca. Codziennie punkt siedemnasta.
Zaczęłam  wzdychać. Nie miałam ochoty tu przychodzić nie znosiłam takich miejsc. Wszędzie dookoła pełno różnych sprzętów lekarskich.
- Poczujesz lekkie ukłucie.- Zbliżył mi do ręki grubą igłę.
- Co pan robi?! Wszyscy tutaj myślą, że mogą mnie kłuć do woli. Otóż nie. Żadnych więcej igieł, strzykawek , mieczy, pistoletów, niczego co może mi zrobić krzywdę.
- Igła nic ci nie zrobi. Dopiero za chwilę poczujesz prawdziwy ból.
- Tym bardziej n i e!
Felix zlekceważył mnie i wbił się głęboko w żyłę.
Bardzo mnie to zdenerwowało. Czy nikt tutaj nie mógł mnie traktować z należytym szacunkiem?
 Wymierzyłam mu cios pięścią w nos. Polała się krew. Nie sądziłam, że tak mocno to zrobię w końcu nie miałam wprawy, ale odczułam satysfakcję. Korzystając z sytuacji pospiesznie wybiegłam na korytarz. Ucieszyłam się, że nie zdążył mi czegoś wstrzyknąć. Tylko przebił skórę.
Przed wejściem czekał Pedro Widząc jaka jestem roztrzęsiona zapytał:
- Co jest?
Nie odpowiedziałam. Chciałam już tylko wrócić do pokoju. Tam położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Tęskniłam za dawnym luksusem, kiedy to ja mogłam się wyżywać na innych. Wtedy nikt nie traktował mnie jak królika doświadczalnego. Co z tego, że nie widywałam swoich rodziców? Wolałam siedzieć sama niż z psychopatami, którzy tylko patrzyli jak sprawić mi ból.
Do pokoju wszedł rudowłosy mężczyzna, który już wcześniej zaprowadził mnie do sali treningowej.
- Czego chcesz?- Zapytałam.
- Jestem Ben. Możesz mi wyjaśnić co tam się dokładnie stało?- Usiadł na łóżku, tuż obok mnie.
- A jak myślisz? Chciał mnie pokłuć.
- I to było takie straszne?
- Tak! Nie mogę sobie pozwolić na siniaki, nie jestem chłopczycą.
- Muszą cię zbadać. Może się okazać, że masz w sercu jakieś genitalia, które mogą doprowadzić cię do śmierci.
- O niczym innym nie marzę.- Powiedziałam prawdę. W tej chwili śmierć była moim jedynym, dobrym rozwiązaniem.
- Proszę cię.- Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nie, idź stąd.- Zakryłam się kołdrą.
- Nie chciałem tego robić, ale widzę, że inaczej się nie da.- Ściągnął ze mnie kołdrę. Odsunęłam się, ale on podszedł do mnie i złapał mocno za ręce, potem siłą wyprowadził z pokoju. Zaczęłam krzyczeć i się szarpać, wtedy podbiegli do mnie kolejni mężczyźni i powtórnie zaczęli prowadzić  do szalonego doktora.
Po drodze napotkaliśmy Pedra.
- Co wy robicie?!- Zapytał.
- Wykonujemy polecenie Felixa.- Odpowiedział Ben.
- Puśćcie ją.
-Ale, ona…
- Teraz!
Moi napastnicy odeszli.
- Nie pójdę tam!- Zaprotestowałam.
- Powinnaś. Doktor nie należy do ludzi, którzy łatwo ustępują. Przyjdą po ciebie w nocy lub nad ranem. Nie unikniesz tego Meliso.
Pierwszy raz wypowiedział moje imię. To było takie podniecające. Chciałam słyszeć jego głos ciągle. Żaden inny chłopak nigdy mi się tak nie podobał. Poza tym dawniej wystarczyło jedno moje spojrzenie i każdy był mój, a z nim nic. Podobał mi się i nie był mój. To jeszcze bardziej mnie do niego przyciągało.
- On jest człowiekiem?- Wyrwałam się z zamyślenia i wróciłam do tematu.
- Tak.
- Przecież ty tu rządzisz, nie możesz mu zabronić pastwienia się nade mną?
- To nie takie proste. On nie podlega naszej strefie. Przyjeżdża do różnych koloni i robi badania na kim tylko mu się podoba. Jest geniuszem i może kiedyś zdoła wynaleźć coś co przyśpieszy transformacje lub na stałe przywróci nam ludzki wygląd.
- Nie chcę tam iść. Może to głupio zabrzmi, ale boję się igieł. Na dodatek on mówił, że naprawdę będzie mnie to bolało.
Nie wiem dlaczego się przed nim otworzyłam. Przecież znałam go tylko jeden dzień, ale miałam wrażenie, że możemy porozmawiać o wszystkim.
- Pójdę tam z tobą. Dopilnuję, żeby przyjął cię jak najlepiej.- Wyciągnął w moją stronę rękę. Nie przemyślałam tego trochę i złapałam ją. Normalnie nigdy nie zgodziłabym się na taki układ, ale nie mogłam mu się oprzeć.
Weszliśmy do gabinetu.
- O! Przyszłaś ponownie, ale miał cię przyprowadzić Ben.- Powiedział Vinterdows, kiedy mnie zobaczył. Na nosie przyklejony miał duży plaster, ale widać było opuchliznę i siny ślad.
- Mała zmiana planów.- Uśmiechnął się Pedro.
Ponownie usiadłam na fotelu i zacisnęłam zęby. Towarzysz widząc moje zdenerwowanie dodał:
- Wyluzuj. To tylko ukłucie.
Poczułam ból, gruba igła weszła mi pod skórę. Dostrzegłam też, że wstrzyknięto mi tajemniczy niebieski płyn. Napłynęła fala gorąca. Zaczęłam się dusić. Nie mogłam oddychać. Czułam jakby palono mnie żywcem. Błagałam, żeby przestali, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Widziałam jak bardzo nie doceniałam tego co miałam. Myślałam, że to koniec, że umieram. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę chce żyć i poznać wszystkie zakamarki mojego nowego, mrocznego świata.
- Wystarczy.- Powiedział w końcu mężczyzna, który namówił mnie na przyjście tutaj.
Ból ustał. Mogłam normalnie funkcjonować. Wstałam, chciałam uciekać, ale ktoś przydusił mnie ponownie i przywiązał grubymi pasami. Nie mogłam dostrzec kto to był, miałam jeszcze zamazany obraz.
Kolejne ukłucie, teraz napłynęła fala zimna. Zaczęłam kaszleć, zamarzałam. Czułam, jak każdą część mojego ciała przeszywa lód. Nie mogłam wytrzymać. Cała się trzęsłam, nie miałam nawet siły krzyczeć.
Wcześniejszy test był okropny, ale przy tym było gorzej; nie miałam już energii. Osłabiona zemdlałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz