Igrasz z ogniem
Dzisiaj rano obudziłam się w złym nastroju.
Podburzył mnie jeszcze fakt, że nie czekało na mnie gotowe śniadanie. Nasza
gosposia Ada zawsze przynosiła mi tosty i sok kilka minut przed tym jak się
budziłam. Były wtedy jeszcze ciepłe.
Schodząc do kuchni spojrzałam w kalendarz:
17 czerwca. Już jutro moje urodziny, a ja wciąż nie wiedziałam co chciałam
dostać. Nieważne, to nie mój problem. Zawsze Albert nasz kamerdyner kupował mi
prezent. To on starał się, żebym była zadowolona.
Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam Adę. Jej
jasne loki upięte były w wysoki kok. Ubrana była w niebieski sweter i czarne
dżinsy. W pasie zawiązała sobie biały fartuszek. Cały ochlapany jedzeniem.
Odwróciła się kiedy mnie usłyszała i szeroko uśmiechnęła.
-Cześć! Jak ci się…
-Gdzie moje śniadanie?!- Tupnęłam nogą.
- Ach, zapomniałam. Zaraz przyniosę.- Mimo
mojego pretensjonalnego wyrazu twarzy cały czas była miła i wesoła.
Irytowała mnie jak nikt. Zawsze
zazdrościłam jej wyglądu. Była śliczna.
Nie mogłam się z nią w tej kwestii równać. Byłam niska, miałam długie, brązowe
włosy i zielone oczy. Niczym specjalnym się nie wyróżniałam. Odczuwałam
satysfakcję, kiedy mogłam ją poniżać. Przewyższała mnie o głowę, a nie mogła
nawet na mnie krzyknąć.
- Chcę teraz! Twoim obowiązkiem jest
wykonywanie moich poleceń!
- Spokojnie, kilka minut cię nie zbawi.-
Obdarzyła mnie kolejnym uśmiechem. Nie wytrzymałam. Musiała się pochwalić
swoimi idealnie równymi, białymi zębami. Wzięłam pierwsze co miałam pod ręką.
Wypadło akurat na ręcznie zdobioną, porcelanową wazę, która stała na półce i
rzuciłam nią o ziemie.
Zobaczyłam, że gosposi zrzedła mina. Teraz
to ja byłam wesoła.
Kiedy próbowała do mnie podejść wzięłam
kolejną rzecz z półki i rzuciłam. Tym razem był to szklany wazon z tuzinem róż.
- Uspokój się. Obudzisz wszystkich.- Ada
próbowała załagodzić sytuację.
- Za pięć minut chcę widzieć w moim pokoju
śniadanie.- To powiedziawszy odwróciłam się i poszłam w stronę mojego pokoju.
Na schodach zaczepił mnie Albert, nasz
kamerdyner.
- Odpuść jej trochę. Pracuje tu od niedawna.
- Nie rozkazuj mi.- Odwróciłam wzrok i
poszłam dalej.
Później
ubrałam się w czerwoną sukienkę, spięłam włosy w koński ogon i
zadzwoniłam do Aleksa. Był moim chłopakiem od kilku miesięcy. Jego zdjęcie
stało na moim biurku. Wysoki, opalony i przystojny. Jego jasna czupryna opadała
mu na oczy. Miał 20 lat. Wszystkie koleżanki mi go zazdrościły.
- Hej!- odezwał się głos w słuchawce.
- Przyjedź!- Krzyknęłam i się rozłączyłam.
Wiedziałam, że przyjedzie. Musiał. Każdy w okolicy wiedział, że ja zawsze
dostawałam to czego chcę. Moi rodzice prowadzili kancelarię prawniczą. Nie
przegrali żadnej sprawy od dziesięciu lat. Poza tym niedawno odziedziczyli cały
majątek po moim zmarłym dziadku. Byliśmy
najbogatsi w okolicy. Nasz dom liczył czternaście pokoi, pięć łazienek i trzy
kuchnie. Mieliśmy też cztery mercedesy i
jednego jeepa. Nasz ogród był największy, najbujniejszy i najpiękniejszy w
okolicy. Liczył cztery hektary. Zajmowali się nim James, Conrad i Bob.
Ogrodnicy.
Postanowiłam poczekać na Aleksa na zewnątrz.
Założyłam moje nowe, czerwone sandały na obcasie i wyszłam. Kilka minut później
pod nasz dom przyjechał czarny kabriolet. Wysiadł z niego mój chłopak.
- O co chodzi?
- Chcę iść do kina.- Wsiadłam do jego
samochodu.
- Ale jutro mam sprawdzian. Muszę się
uczyć.- Spojrzał błagalnym wzrokiem.
- Moja guwernantka wszystko ci wytłumaczy.
- Melisa…
- Jedź- Zaczęłam przeglądać się w lusterku.
-Jasne- Dał za wygraną. Odpalił samochód i
ruszyliśmy.- Możemy pójść na nowego Jamesa Bonda.
- Nie- Mruknęłam poprawiając makijaż.- Klara
ogląda te nazbyt rustykalne strzelaniny. Mam już ich dość.
Klara była moją siostrą. Miała dziesięć lat.
Prawie jej nie widywałam, ponieważ ciągle albo była u koleżanki, albo siedziała
z nianią w swoim pokoju. Rodziców też nigdy nie widywałam. Byli zajęci pracą
lub wyjściami na przyjęcia. Całe godziny przesiadywałam sama.
- Pójdziemy na komedię romantyczną
- Znowu?- Aleks był wyraźnie poirytowany.
- Tak.
- Dlaczego zawsze to ty wybierasz film?
Zachowujesz się jak księżniczka.
- Wcale nie. Po prostu mam swoje zdanie.
- Korona by ci z głowy nie spadła, gdybyś
raz ustąpiła!- Zaczął się unosić.
- Cicho bądź.- Wypaliłam coraz bardziej
niepewna, ponieważ samochód zaczął gwałtownie przyśpieszać.
- Nie! Za kogo ty się uważasz? Wcale nie
jesteś lepsza od takiej twojej gosposi. Ona jest bardziej potrzebna światu niż
ty. Wiecznie niezadowolona, rozkapryszona snobka!- Przycisnął pedał gazu
jeszcze mocniej.
Zabolało. Jeszcze nikt nie powiedział mi
czegoś takiego. Wszyscy obchodzili się
ze mną jak z jajkiem. Wiedzieli, że jeśli coś zrobią nie tak gorzko tego
pożałują.
Nie
zmieniłam wyrazu twarzy. Udawałam niewzruszoną.
- Zatrzymaj się.
- Co?- Spojrzał na mnie.
- Zatrzymaj się!
Samochód stanął. Zamachnęłam się i
wymierzyłam Aleksowi prawego sierpowego. Był w szoku. Wszyscy uważali mnie za delikatną i opanowaną.
Wysiadłam i
z gracją zaczęłam zmierzać do pobliskiej restauracji. Za plecami
usłyszałam tylko brzęk silnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz