niedziela, 21 czerwca 2015

Rodział 2

Feralny dzień

Zadzwoniłam po Alberta. Ten przyjechał i zabrał mnie do domu.
- Co się stało.- Spytał po drodze.
-Nie twoja sprawa.- Warknęłam naburmuszona. Reszta jazdy przeminęła bez słowa.

Rano obudziła mnie siostra.
- Wszystkiego najlepszego! To dla ciebie.- Wręczyła mi małą kartkę z życzeniami. Otworzyłam w środku był wiersz:
Jesteś ja róża i rozwijasz się
Żyjesz własnym życiem i wiesz co chcesz
Jesteś dość uparta, nie poddajesz się
Dzięki temu właśnie osiągasz swój cel
A kiedy poproszę to siostrzyczka ma
Spieszy mi z pomocą, zaraz do mnie gna
Zawsze mogę liczyć na nią  właśnie ja
Więc w dniu twoich urodzin
Powiem słowa dwa: Bądź Szczęśliwa!

- Dzięki, Klara- Uśmiechnęłam się do niej.- Rodzice znowu nie mieli czasu, żeby mi złożyć życzenia?
- Niestety nie, ale Albert prosił, żebym ci to dała- Wyjęła z kieszeni małe, różowe pudełeczko.
- Tylko tyle?!- Zdenerwowałam się, ale zaraz znowu wymusiłam uśmiech.
W środku były kluczyki. Kluczyki do samochodu. Nie miałam prawa jazdy, ale w tamtym momencie uważałam, że to nieistotne. Koleżanka uczyła mnie kiedyś prowadzić i dobrze sobie radziłam.

Wyjrzałam przez okno i zobaczyła śliczne, nowe, czarne porsche.
Szybko się ubrałam i wybiegłam je wypróbować, ale drogę zagrodziła mi Ada.
- Nie możesz jeszcze prowadzić. Musisz poczekać, aż zdasz egzamin.
- Mogę robić co chcę!
- Nie. Nie możesz.- Odezwał się zza moich pleców basowy głos. To był mój ojciec.- Oddaj mi kluczyki.
Byłam zaskoczona jego widokiem w domu o tej porze. Zwykle widywałam go tylko wieczorem z okna mojego pokoju, kiedy wysiadał z samochodu. Tak dawno z nim nie rozmawiałam.
- Teraz!- Ponaglił mnie.
Wykonałam jego polecenie i poszłam chociaż zobaczyć mój prezent. Byłam wściekła. Nie rozmawiałam z nim chyba od miesiąca, a on w dniu moich urodzin przypadkiem natknął się na mnie i nawet nie złożył  życzeń.

Postanowiłam poprawić sobie nastrój i zadzwonić do Mii, mojej najlepszej przyjaciółki. Wiedziałam, że kiedy jej powiem co dostałam pęknie z zazdrości. Uwielbiałam pokazywać innym, że mam od nich lepiej.
Opowiedziałam jej o dzisiejszym poranku i opisałam moje porsche.
- Super! Musisz dzisiaj nim przyjechać na moją imprezę. Utrzesz Carly nosa. Ostatnio bardzo chwaliła się swoim nowym mercedesem. Bądź o dwudziestej drugiej.
-Jasne. Do zobaczenia.

Wbiegłam do domu i zaczęłam szukać Alberta. Musiałam kupić sobie nowe ubrania na dzisiejszy wieczór, a tylko on mógł mnie zawieść do sklepu.
- Słucham. Co się stało?- Zapytał, kiedy w końcu go znalazłam.
- Ile można cię szukać?! Wkurzyłeś mnie.- Uniosłam się.- Chcę jechać na zakupy. Zawieziesz mnie.
- Dobrze
- Weź zapasowe kluczyki do m o j e g o samochodu.- Pominęłam fakt, że moje zabrał tata.- Chcę, żeby wszyscy mogli go podziwiać.


Kupiłam sobie jasno-różową sukienkę z falbankami przed kolana i czarne szpilki. Do tego złotą biżuterię. Wstąpiłam też do fryzjera, który zrobił mi zabójczo stylowy kok. Później zajrzałam do kosmetyczki, która zrobiła mi tipsy i makijaż. Wyglądałam idealnie.
- Pospiesz się! Musimy jeszcze kupić wino.- Krzyknęłam do Alberta.
- Już idę. Przepraszam, ale boli mnie dziś kolano.- Przykuśtykał do mnie- Przecież nie masz jeszcze ukończonych osiemnastu lat. Nie możesz pić alkoholu.
- Wyluzuj. To dla Mii, ona jest o rok starsza.- Skłamałam. Byłyśmy rówieśnicami i obydwie już od roku na imprezach piłyśmy wino czy whisky.- Nagle zobaczyłam wystawę, na której wisiała Piękna skórzana torebka. Musiałam ja mieć. Zaczęłam biec w jej kierunku.
-Meliso, poczekaj!- Kamerdyner próbował mnie dogonić, wtedy potknął się o własne nogi i wylądował na samym środku galerii. Nie dało się tego nie zauważyć. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Wyglądało to groźnie, dlatego kasjerka ze sklepu z bielizną zadzwoniła po karetkę.
- Jesteś niezdarą! Teraz będę musiała się szybko przebierać i może mi się rozczochrać fryzura.- Oburzyłam się w drodze do szpitala.
Kiedy dotarliśmy lekarz powiedział, że to złamanie i założył mu gips na prawą nogę.
- Kto mnie teraz zawiezie do Mii?- Zapytałam, kiedy byliśmy już sami.
- Przykro mi, ale będziesz musiała sobie odpuścić to spotkanie. Zadzwoniłem po taksówkę zaraz tu będzie. Zawiezie cię do domu.
Wściekła wybiegłam ze szpitala. Jednak dotarło do mnie, że nie musze się go słuchać. I to był największy błąd w moim życiu.

Wróciłam do budynku. W łazience przebrałam się w nowe ubrania i poszłam szukać mojej taksówki.
- Dzień dobry! Gdzie panią zawieść?- Zapytał taksówkarz.
- Pod centrum handlowe ,,Mariposa’’.
Zmieniłam plany. Jeszcze w szpitalu zabrałam kluczyki do samochodu z kieszeni Alberta i teraz tylko poszłam na parking sklepowy. Moim celem było pojechać na imprezę.

Kiedy dotarłam na miejsce przywitała mnie Carly.
- Miło cię wiedzieć Melisa! To twój samochód?
- A czyi? Ja nie musze wypożyczać rzeczy na pokaz, tak jak ty. Wiesz, stać mnie.- Uśmiechnęłam się złośliwie.
Carly odebrało mowę. Dumnym krokiem wyminęłam ją i  weszłam do domu Mii. W środku grała głośna muzyka. Roiło się od kolorowych światełek, dymu papierosowego i alkoholu.
- Cześć! Miło, że wpadłaś. Pięknie wyglądasz.- Zawołała Mia.
- Wiem- Zgodziłam się. Wyglądałam o niebo lepiej niż ona. Miała rozpuszczone, rude włosy, mocny makijaż, obcisłą zieloną sukienkę do kolan, czarne koturny i tak jak  ja złotą biżuterię. W naszych szeregach każdy ją nosił.
Wręczyłam jej butelkę wina.
- Wielkie dzięki, przyda się. Nie mamy wystarczających zapasów. Chodź przedstawię ci Krystiana. Idealnie do siebie pasujecie. Słyszałam o twoim rozstaniu z Aleksem i postanowiłam znaleźć ci kogoś lepszego.-Pociągnęła mnie za sobą i pokazała niskiego, szatyna o spojrzeniu jasnych, niebieskich oczu.
Nie znosiłam jak wtrącała się  w moje życie prywatne. Nie potrafiła znaleźć mi nikogo interesującego, a próbowała tego już nie raz.
- Jestem Krystian, może zatańczymy? - Odezwał się chłopak.
 Próbowałam przyjąć poważny wyraz twarzy, ale nie mogłam. Był prawie moje wzrostu, a przecież byłam niska nawet jak na dziewczynę. Do tego miał jeszcze bardzo niski głoś. Był żenujący,  ale pomyślałam: Co mi szkodzi?. Zgodziłam się.
Przez następną godzinę zajmowaliśmy parkiet. Przynajmniej potrafił tańczyć.
- Znudziło mi się.- Oznajmiłam i poszłam po drinka.
Przy barku była już Mia. Widać było, że dużo już wypiła.
- Co się stało?- Zapytałam.
- Filip ze mną zerwał.- To powiedziawszy sięgnęła po butelkę whisky i zaczęła pić.
W między czasie opowiedziała mi dokładnie, jak to jej chłopak z nią zerwał, bo spodobała mu się Agata. Nasza koleżanka, która była na tyle bezczelna, że nawet nie wróciła do domu. Dalej bawiła się w najlepsze.
Wstałam i wzięłam sobie butelkę najstarszego wina jakie znalazłam.
Jeszcze z 1900 roku. Przez ilość spożytego alkoholu ja również zaczęłam się otwierać i opowiedziałam jej co właściwie stało się miedzy mną a Aleksem.
Po kilku godzinach byłyśmy już tak pijane, że kiedy wrócili jej rodzice i kazali nam się rozejść nie mogłam trafić do wyjścia. Chciałam zadzwonić po taksówkę, ale rozładował mi się telefon.
- No trudno. Pojadę  sama, jakoś sobie poradzę.
Kiedy w końcu znalazłam kluczyki do samochodu i udało mi się odpalić, powoli ruszyłam. Wszystko było w porządku. Tylko trochę mną kołysało, ale był środek nocy więc nie stwarzałam zagrożenia dla innego pojazdu. Ulice były puste. Problem pojawił się, gdy wjechałam do nie oświetlonej uliczki, oddalonej od jakiejkolwiek cywilizacji. Nie widziałam gdzie jestem. Kręciło mi się w głowie i nawet nie zauważyłam jak wpadłam w poślizg. Samochód uderzył w drzewo. Nic mi się nie stało, więc wysiadłam i obejrzałam czy dam rade ukryć ten fakt przed rodzicami. Niestety nie. Maska była cała rozwalona. Stałam i nie wiedziałam co robić, aż usłyszałam szelest liści. Odwróciłam się, ale nic nie zauważyłam. Pomyślałam, że to wiatr, ale potem usłyszałam kroki, odwróciłam się, znowu nic. Potem był śmiech, głośni, złowieszczy śmiech. Chciałam szybko odjechać. Próbowałam odpalić samochód, ale nagle poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Otworzyłam oczy, leżałam na ziemi. Próbowałam się podnieść, ale podbiegła do mnie jakaś ciemna postać i ponownie przydusiła. Zaczęłam krzyczeć, ale kolejna zatkała mi usta. Później podbiegły jeszcze trzy. One zaczęły mnie… gryźć. Nie było to jednak normalne gryzienie. Bolało, jakbym była spalana żywcem. Nie, gorzej. Nie mogłam znaleźć słów by to opisać.
Najbardziej zależało im na mojej głowie. Chciały ja otworzyć, rozerwać. Nie rozumiałam. Kiedy myślałam, że to koniec przybiegł jakiś mężczyzna. Zaczął atakować moim namiestników. Był bardzo zwinny i szybki, jednak oni mieli przewagę liczebną. Widać było, że długo już nie wytrzyma.
- Uciekaj!- krzyknął do mnie.
Ostatkiem sił się podniosłam. Biegłam do lasu, byle dalej od tych psychopatów. Biegłam i krzyczałam, krzyczałam niemiłosiernie. Ból nie ustępował. Nasilał się. Mój niepokój powiększyła woń rozkładu. Ta woń ulatniała się ze mnie.
 Po czasie pojawiły mi się plamy przed oczami i KONIEC. Film się urwał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz